czwartek, 30 stycznia 2020

"Mój Świat za 10 lat" - 6 lat później

11 lutego 2014 napisałam notkę "Mój świat za 10 lat". Przeczytałam ją dziś po wielu latach. Nie wykreśliłabym z niej ani jednego zdania. A mam przeczucie graniczące z pewnością, że kiedy pisze się coś mając 24 lata i w wieku 30 lat, czuje się każdą komórką swojego ciała i każdym kawałkiem swojego serca, że "TO JEST TO!" to znaczy, że to jest właśnie nasze Ja, kawałek naszej duszy i sens bytu, z którego nie wolno nam rezygnować. Wizja, do której realizacji trzeba dążyć. Bez kompromisów i półśrodków. Jedyna, która gwarantuje spełnienie. Nawet jeśli w całości miałaby się nie wypełnić, siedząc na starość w bujanym fotelu, trzeba mieć pewność, że się próbowało. 

Część z mojej wizji jest już spełniona. 
Jestem blondynką chodzącą w jeansach i podkoszulkach. Latem wpadają na nogi czasem obcasy, a okulary słoneczne bez względu na porę roku, zawsze mam pod ręką. Z wolnej woli korzystam ponad średnią krajową. Kupuję masę książek i zgłębiam zawiłości wszechświata w każdej myśli. Wprowadzam w życie coraz to nowe pomysły, synchronizuję cztery kalendarze i jestem ogarniaczem na medal. W pracy łączę wiele źródeł w jedno i do 30-stki ogarnęłam swoją niezależność. Dziecko wyprodukowałam jedno więc pół planu w tym zakresie wykonane. Dalej gardzę przywiązaniem do materii i średnio określona jest wizja mojego miejsca zamieszkania. Byle było estetycznie i przytulnie. Podróżuję więcej niż przeciętny Kowalski choć ciągle mi mało, a wolność nadal jest moją ramą otaczającą cały obraz życia i wartością numer jeden. 

I to by było na tyle jeśli chodzi o sukcesy. Chciałam chaosu więc go sobie stworzyłam. Od pół roku biorę rozwód, od którego dzieli mnie już praktycznie tylko stuknięcie młotkiem sędziego w stół. Jest to czas trudny, choć wiem, że konieczny. Kto wczyta się w mojego bloga, dowie się, że już w 2014 roku dogoniła mnie chęć posiadania dziecka. Byłam strasznie młoda i  ciekawa siebie jako mamy i tego w jaką stronę się rozwinę, bo przecież słyszałam, że kobiety tak strasznie zmieniają się wraz z wydaniem na świat potomka. Po 1,5 roku spania 4 dni w tygodniu w hotelach, gdy zaznałam chwili spokoju, zrealizowałam tą ciekawość. I nie była to szczególnie przemyślana decyzja, choć o ile na żonę chyba nie do końca się nadaję, to w konkursie na najlepszą mamę Juliana z całym przekonaniem zajmuję pierwsze miejsce. Bardzo chciałam stworzyć dom. Tak bardzo, że zapomniałam w dużej części o tym, jak miał wyglądać mój świat za 10 lat.

"Od jakiegoś czasu zauważyłam, że się duszę. Najpierw tylko we wtorki, potem co drugi dzień, a teraz ciągle, nawet w niedzielę. Ja potrzebuję przeciągu, szerokiej skali, czynów ogromnych." (A. Osiecka)


Tworzyłam wzorowy, polski dom. Z "Na wspólnej" wieczorami i obiadem u mamy raz w tygodniu. W dopełnieniu pięknego obrazka zabrakło już tylko psa. Z budową domu pod Olsztynem, o którym nie raz przez lata pisałam, że jego ciasnota mnie przeraża i kredytem na 25 lat w wysokości minimalnej płacy netto. Wtopiłam się w scenariusz oczekiwań, który nie był mój. Spełniałam wizje wszystkich swoich bliskich, tylko nie swoje. I dopiero kiedy na widok wybudowanych murów domu pomyślałam "zbudowałam sobie więzienie", zrozumiałam, że nie ma już odwrotu. Że właśnie dojechałam do końca jednokierunkowej drogi, z której trzeba zawrócić. 
Mój mąż jest osobą, której na pewno otworzę drzwi w każdym trudnym momencie życia, jeśli zaszłaby taka potrzeba. Jestem mu wdzięczna za te kilka lat spędzonych razem i przede wszystkim za Syna, który jest najlepszym człowieczkiem jakiego znam. Jednak...różnią nas wartości i wizja tego czego oczekujemy od szczęśliwego życia. Nie pielęgnowaliśmy między sobą miłości a założyliśmy rodzinną spółkę z.o.o. Z posiedzeniami zarządu w sprawach organizacyjnych i budżetem do wydatkowania. Mimo tego, że była to najtrudniejsza decyzja w moim dotychczasowym życiu wiem, że była konieczna i wcześniej czy później nieunikniona. Za każdym razem kiedy w ciszy modlę się o różne rzeczy dla osób w moim otoczeniu, proszę aby Bóg postawił na jego drodze osobę, która będzie potrafiła dzielić z nim te same wartości i zachwycać się wszystkim tym, co dobrego ma do zaoferowania Światu. I pewnie kiedyś wspomnę słowa: "Chwilami zazdroszczę im takiego codziennego, nudnego szczęściam tylko z tego powodu, że są razem i patrzą na rośliny. Ja nigdy nikomu nie umiałam dać spokoju. Sobie też". (A. Osiecka)

Wolność, miłość i rozwój - to są moje trzy dominujące wartości. Z czego wolność zawsze była, jest i będzie nadrzędną. Wolność, która nie oznacza robienia wszystkiego na co się ma ochotę bez zważania na konsekwencję. Wolność, która oznacza kreowanie swojej rzeczywistości, nie przystawanie na niezrozumiałe konwenanse i branie odpowiedzialności za konsekwencje, które wiążą się z podjętymi samodzielnie decyzjami. "Creating my story" - wytatuowałam sobie mieszkając w Krakowie. "Tworzę swoją historię" po swojemu, ze wszystkimi jej blaskami i cieniami. 

Mam jeszcze 4 lata do wypełnienia swojej wizji życia, którą stworzyłam w 2014 roku. I uroczyście przysięgam, że nie zejdę ze ścieżki prowadzącej do jej realizacji. Mimo już prawie pół roku terapii, nadal zdarza mi się odczuwać poczucie winy z powodu tego, że jestem trochę dziwaczna i trochę inna. Że nie potrafię się przypasować do tłumu, że gardzę stanem posiadania i zamiast domu z ogrodem wolę łatwe do zbycia mieszkanie. Że nie chcę się przywiązywać do lokalizacji, a zamiast o świętym spokoju na stare lata, tworzę w swojej głowie marzenie-plan zamieszkania w ciepłym kraju Europy jak tylko wyprawię Juliana w dorosłe życie na studiach. 
Jednocześnie, jestem sobie wdzięczna za to, że kiedyś tyle pisałam i mogę zweryfikować i mieć pewność, że to jestem JA. A wszystko za co czuję się czasem winna bo nie pasuje do przeciętności, to  jednocześnie zbiór tego co w sobie uwielbiam i uważam za najbardziej warte pielęgnowania. 



niedziela, 28 kwietnia 2019

Gdy miałam chaos w życiu, pragnęłam spokoju. Gdy mam spokój, tęsknię za chaosem.

     Gdy miałam chaos w życiu, pragnęłam spokoju. Gdy mam spokój, tęsknię za chaosem. Dawno już nie pisałam. Od 2 lat i 5 miesięcy tworzę Małemu Człowiekowi dom. Fajny dom. Taki z mamą i tatą, pełnym zestawem pociągów i aut Lego Duplo, codziennym nieporządkiem. i królikiem, który został mi na pamiątkę po jednym z ex i wtopił się w ten nasz ład i porządek. 

Od ponad 2,5 roku nie przespałam ani jednej całej nocy. ANI JEDNEJ. Czekając na samo-odstawienie, mały ssak wykorzystał ten czas do maksimum. Idąc dalej drogą wyliczania - od 2 lat 5 miesięcy i 2 dni nie spędziłam ani jednej nocy bez swojego dziecka - w domu i w podróżach. Przez 3 lata 1 miesiąc i 11 dni zdążyłam zapomnieć jak smakował Jack Daniels ze Spritem i prawdopodobnie przez tyle samo czasu nie byłam na żadnej imprezie dłużej niż do okolic północy. Włączając w to własne wesele, które spędziłam w większej części usypiając i uspokajając Małego Człowieka niż bawiąc się z gośćmi. 

Brzmi jak lament i pasmo nieszczęść ale tak nie jest. Bycie mamą to najpiękniejsze i najbardziej rozwojowe wydarzenie jakie może się w życiu przytrafić. Do całkiem niedawna ułożenie spokojnego żywotu Małego Człowieka w nurcie rodzicielstwa bliskości było priorytetem i świadomym wyborem, który leżał w zgodzie ze mną jak ulał. Po 2,5 roku, przebłyski pamięci zaczęły się  jednak odzywać i wypychać na powierzchnię tłumione przez cały ten długi okres czasu potrzeby. Moje. Własne. Realizowane w tym czasie głównie na polu zawodowym bo czytającym tego bloga wcześniej warto zaktualizować, że roczne obroty mojej firmy w porównaniu z epoką przedjulianową udało się zwiększyć 4-krotnie i skończyłam moje 273-stronnicowe dzieło zwane doktoratem. Jest więc intensywnie i bezsennie. I jestem zmęczona. 

     Odzywa się we mnie znów dusza chuliganki. Chęć przygód i beztroski. Konieczność wzięcia głębokiego wdechu szaleństwa. Z jednej strony lubię ten głos, z drugiej się go obawiam. Z moją skłonnością do ryzyka nie chciałabym aby chwile beztroski zamieniły się w spiralę kłopotów. Może 3 samotne dni w górach i 3 przespane noce załatwiłyby sprawę? Nie omieszkam sprawdzić w najbliższych miesiącach. Przypomnieć sobie jak można przeżyć weekend w Tatrach za 300 złotych śpiąc na podłodze w schronisku i wychylając z nieznajomymi wniesioną na własnych plecach wiśniówkę. Wejść na Kozi Wierch i bez zasięgu telefonu usiąść na brzegu Przedniego Stawu robiąc zupełnie NIC. Przypomnieć sobie siebie i znaleźć klucz do pogodzenia z tą nową. 
Myślicie, że w 3 dni da się porządnie stęsknić? Jeśli tak, to tego właśnie mi trzeba. 




Puenta niech będzie taka sama jak w dawnym wpisie, że tylko w górach i w łóżku…..
...Ten kto to poczuł, wie, że góry są wyzwaniem i uzależnieniem.
To pasja i ogromne emocje.
Ani jednego, ani drugiego nie da się wytłumaczyć.
Można je tylko poczuć.


I nadal wierzę w cuda. WYŁĄCZNIE! 

niedziela, 31 lipca 2016

Eurotrip w dwupaku - co, gdzie i jak to się zaczęło


Zachowując drobną dozę przezorności, na wakacje wybraliśmy tylko termin. Pierwotny plan zakładał, że po badaniach i zielonym świetle na podróże samolotem, kupimy last minute dokądkolwiek. Drugi miesiąc obserwowałam co dzieje się na rynku turystycznym, a sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie razem z kolejnymi wybuchami w różnych regionach świata. Po zamachu w Stambule, topowa Grecja podskoczyła cenowo o kilkaset złotych, zamieniając się z Turcją. Chwilę później okazało się, że jest to jedyny kierunek Last Minute bo reszta lastów cenowo z lastami nic wspólnego nie miała. Tym bardziej, że na wypadek ewentualnej konieczności wizyty u lekarza, od początku ograniczaliśmy wybór do krajów europejskich.
Poza pozwoleniem na latanie, podczas badania okazało się, że po 20 tygodniach udawania dziewczynki, Pyza zechciała być jednak chłopcem. Nie ukrywam, że dziewczyńska opcja podobała mi się bardziej. Delikatnie rzecz ujmując, przyjęcie tej wiadomości nie przyszło mi najłatwiej i nie miało wiele wspólnego z zachwytem, a raczej lawiną przerażenia. Wszystkie dodatkowe rozważania nad lastami (których nie było), tanimi lotami (które na tydzień przed nie są już tanie), kierunkami i alternatywami stawały się zapalnikiem do wyładowania emocji. Sytuacja w domu zaczęła się robić napięta.

sobota, 16 lipca 2016

Wyjazd w góry w ciąży - Fakty i Mity

Góry chodziły za mną od wielu tygodni. Ci, którzy obserwują moje poczynania dłużej wiedzą, że w ostatnich latach bywałam w nich po kilka razy w roku i jest to miłość bezwarunkowa. Po górach chodziłam do tej pory sporo. Latem raczej wysokich, zimą raczej niskich. Nigdy wcześniej nie byłam jednak w górach w dwupaku więc chcąc przygotować się jak najlepiej (i najbezpieczniej) na tą wyprawę, zaczęłam przekopywać Internet. Po przeczytaniu pierwszych 10 stron, w tym głównie forów, srogo się przeraziłam. 


Włączając swoje racjonalne podejście, postanowiłam słuchać w tym temacie jedynie trzech doradców:

piątek, 27 maja 2016

Tylko ciii! Czyli...bzdurna mania niezapeszania

"Tylko ciiiii nie mówcie nikomu...." - to zdanie działa na mnie jak płachta na byka. Mania niezapeszania jest dla mnie tak samo bzdurna jak szukanie powiązania między wpływem symboliki daty na powodzenie interesów. Nie wierzę w piątek trzynastego, czarne koty, przechodzenie pod drabiną. W wypędzanie duchów wahadłem, miłosne wywary z ziół i Laleczkę Chucky. Tak samo nie widzę związku między tym czy powiem komuś o ciąży/ rozmowie o pracę/ czymkolwiek ważnym a wpływem tej rozmowy na ostateczne powodzenie spraw.

poniedziałek, 16 maja 2016

6 rzeczy, których nigdy nie zrobię mojemu dziecku

Są takie zachowania dorosłych- rodziców, które przez większość życia wywoływały we mnie ogromne zdziwienie, odrazę a nawet oburzenie. Takie, których będąc obserwatorem, często powtarzałam sobie w myślach "jak będę miała dziecko to nigdy nie postąpię/nie powiem/ nie zachowam się w taki sposób!". Standardowo, odwetowym na to hasłem jest "yhy, zobaczymy jak będziesz miała swoje". W przypływie ciążowych hormonów i emocji zauważam, że coraz więcej spraw, które kiedyś miały metkę 'nigdy w życiu' zmienia swoje położenie na bardziej względne. Niech ta notka będzie więc stroną z pamiętniczka, na wypadek gdyby mamuśkowe obyczaje popientroliły mnie kiedyś do reszty zbaczając w niebezpiecznych kierunkach. 
Oto lista rzeczy, których nigdy nie zrobię mojemu dziecku. I niech mnie gęś kopnie i dunder świśnie jeśli się tak wydarzy:


niedziela, 8 maja 2016

Czy to była dobra decyzja?

Raz po raz, zastanawiam się czy to była dobra decyzja. Jak bumerang wracają wyliczanki powodów, wprowadzających niepewność czy aby na pewno bycie mamą to dobry pomysł na życie. Decydując się na zostanie mamą, muszę zrezygnować przecież ze swojej pełnej niezależności. Już nie tak łatwo będzie spakować walizki i przeprowadzić się gdziekolwiek czy z dnia na dzień zarzucić plecak i pójść w góry, zostawiając za plecami telefoniczne zasięgi. A co z pieniędzmi do mojej własnej dyspozycji, długimi chwilami ciszy i samotności, karierą naukową i...jakąkolwiek karierą?! Co ze ślubem z bajki, pantofelkami gubionymi na balu, królikiem szalejącym w klatce, kolejnym sezonem snowboardowym, treningami na siłowni i moim biustem, którego jędrność może zostać zdewastowana przez małego głodomora?! Daruję Wam rozważania nad tym co zrobię jak wybuchnie wojna albo Polska stanie się nacjonalistycznym symbolem nietolerancji wszelakiej. 

Idealny moment wyglądałby przecież inaczej niż ten tu i teraz.  Z logistycznego punktu widzenia, o wiele lepiej byłoby zostać mamą kiedy miałam etacik i wszystkie z nim związane rodzicielskie przywileje na wyciągnięcie ręki. Kto wie, być może od września mogłabym na stałe zatrudnić się na Uniwersytecie i przenieść do Trójmiasta? Może lepiej byłoby pozałatwiać pierw formalności, spłacić kredyty, ustabilizować wszelkie sprawy i dopiero wtedy myśleć o dzieciach? 

czwartek, 11 lutego 2016

Przeraża mnie...

....Znowu mi się śniło, że świat się rozpada
a ja nie wiem co robić, czy go trzymać czy puścić
Jestem niespokojna, ciągle się zamartwiam
tym czy będzie wojna, może mam już raka...
Julia Marcell


czwartek, 4 lutego 2016

Tłusty Czwartek- dlaczego jemy nawet jeśli nie lubimy? [KonsumentKa.]




Tłusty czwartek- dzień, w którym z czystym sumieniem możemy spożywać tony pączków, faworków i innych słodkości, zapominając o noworocznych postanowieniach. Pamiętając o coraz bardziej popularnym stylu życia "eko" i "fit", nadal kultywowana tradycja Tłustego Czwartku jest dobrym case study kilku teorii odnoszących się do zachowań konsumentów....
...dalsza część wpisu dostępna na moim drugim blogu KonsumentKa.eu

sobota, 30 stycznia 2016

Facet na diecie (+ przepis na babeczki owsiane z żurawiną)

Po lamentach i stękach, gorzkich żalach i sapaniach, po opiętej koszuli i noworocznym postanowieniu...Facet poszedł na dietę! A dieta wzięła go podstępem. Podstępem sterowanym moim rękami. Nie od dziś wiadomo, że jeśli facet głową to kobieta szyją. Zaczęło się od niezobowiązującego pomiaru BMI, w którym śmiechem-żartem wiek metaboliczny obliczony został na 15 lat więcej niż ten w dowodzie. I to (o zgrozo!) przed świętami! Po Świętach Sylwester, po Sylwestrze Nowy Rok, w Nowym Roku nowe postanowienia i nadszedł czas na pierwszą wizytę u dietetyczki. Machina ruszyła.

niedziela, 3 stycznia 2016

Nie zrealizowałam żadnego celu na 2015

Nie zrealizowałam w pełni żadnego! Tak naprawdę szkoda mi właściwie tylko jednego- tego, że nie mam napisanej połowy doktoratu, na co przy lepszej organizacji siebie miałabym czas. Resztę traktuję jako szczęśliwe zrządzenie losu. Nie mieszkam w Warszawie, nie byłam na dwóch rejsach,
nie pracuję na uczelni ani w przyuczelnianym NGO (choć ten cel w przesunięciu datowym jest w trakcie realizacji), certyfikat Business English przerwałam kiedy zaczęłam spędzać 5 dni w tygodniu w  pociągach, treningi fitness skończyły się razem z 2 kreskami na teście ciążowym i jeszcze nie powróciły w tak ambitnych ilościach. Mówiąc szczerze, czytając dziś tamtą notkę, mam wrażenie, że pisał ją ktoś inny. Cel nadrzędny został bowiem zrealizowany. ZAORAŁAM PRAWIE WSZYSTKO. Czytając dziś, że ówczesny brak celów to "jak policzek wymierzony sobie samej, totalne dno i dość żałosny stan." i że muszę już, teraz, natychmiast co wymyślić- śmieję się z siebie z pobłażliwą troską.
I pierwsze Święta na 12 osób- konieczne do odnotowania

środa, 28 października 2015

Jeśli Bóg istnieje....A jeśli to karma...

Jeśli Bóg istnieje, to jest raczej mało miłosierny. 
Jeśli to jednak karma.....She's a (really really) bitch. 


niedziela, 18 października 2015

"....ale niech mi dobry Pan pomoże"

W piątek miałam przerwać długie blogowe milczenie notką, w której chciałam ogłosić, że zaczyna się największa przygoda mojego życia. Notką odpalającą cykl niepublikowanych wpisów, które pisałam, tydzień po tygodniu, opowiadające o tym jak zmienia się moje życie i wszystko staje do góry nogami. Traktując tego bloga jak pamiętnik, którego od dłuższego czasu już nie promuje, co z założenia przyciąga tylko zainteresowanych, chciałam opowiedzieć Wam o tym, że będę mamą. Że chodzi za mną słodkie, którego nie jadłam zbyt wiele. Że śpię w dzień i że jestem straszliwie ciekawa wszystkiego co będzie dalej. Czekałam do piątku, trzymając się zasady, że nie można wykrzykiwać o tym całemu światu żeby nie zapeszać. Czekałam do drugiej wizyty u lekarza, który miał powiedzieć, że wszystko jest w porządku i można odpalać fajerwerki. 
Nieoczekiwanie, okazało się jednak, że jeszcze nie wiadomo czy będzie w porządku. Że zarodek małego człowieka, nie chciał się pokazać na zdjęciu i że zostało mu na to jeszcze tylko 1,5 tygodnia. Bo jeśli się wtedy nie pokaże, to znaczy, że z rozwijania się zrezygnował. 

Czekamy więc jak na szpilkach, podtrzymując wielką nadzieję. Wiadomość ta, była jak grom z jasnego nieba. I jeśli kiedykolwiek myślałam, że było mi smutno, to ostatni piątek był najsmutniejszym dniem w moim życiu. Nigdy nie czułam tak wielkiego strachu, tak wielkiego bezsensu i tak ogromnej bezradności. Nigdy przedtem nie było mi tak trudno wskrzesić nadziei, przyduszanej przez napady rozpaczy. Dopiero dziś, po przespanej nocy, podczas której przyśniło mi się kolejne badanie i monitor, na którym pojawiło się oczekiwane pozytywne zdjęcie, opanowałam trochę strach i staram się nie dopuszczać do siebie myśli, że może być inaczej. 

piątek, 25 września 2015

Jest taki dzień...

...kiedy w słowniku codziennym, na pierwszym miejscu pojawia się zwrot "dobro wyższe"- do tej pory nieznane i nie używane. Dzień, w którym panika miesza się z radością a całemu szeregowi znaków zapytania, występuje na przeciw armia uśmiechów z wypisanym na tarczy sloganem 'wszystko będzie dobrze".  Dzień, w którym hierarchia priorytetów ustawia się nagle w zupełnie nowej kolejności, która wydaje się być tak oczywista, mimo że wcześniej nieznana. 
Nagle 'JA' staje na drugim miejscu w kolejce, gotowe służyć a nie żądać. Dbanie o siebie jest oczywistością, wywołaną chęcią troski o kogoś innego a nie egocentryczną chęcią bicia własnych rekordów. To dzień, w którym odpowiedzialność z automatu wchodzi na pierwszy plan w asyście ogromnej mocy szepczącej 'dasz radę' z tyłu głowy.

To dzień jedyny w swoim rodzaju, którego nie sposób opisać słowami. 
Dzień, który stawia w nowym świetle wszystko. 

poniedziałek, 7 września 2015

Uciekałam. Tak wyszło. I co mam powiedzieć?



Uciekałam. Najpierw uciekłam do Gdańska. Później do Krakowa. Później na chwilę do Warszawy. Szukałam czegoś, do końca nie wiedząc czego. Szczęścia, akceptacji, odpowiedzi na nurtujące pytania, uzasadnień dla ludzkich zachowań, pobudek, pragnień. Ludzkich, a przede wszystkich moich. Buntowałam się przeciwko częściom życia, które zostawiałam za sobą i parłam na przód w nieznane. Nie rozumiejąc, nie odnajdując się czasami w obcych schematach, chcąc za wszelką cenę pokazać, że ta gonitwa w nieznane jest sensowna. I była, jak wszystko co się w życiu przydarza, o ile chcemy wyciągnąć z tego plusy. Wiele się nauczyłam. Wiele zobaczyłam. Wiele poznałam. Ale przede wszystkim poznałam wielowymiarową siebie, śmiejąc się co kilka miesięcy z siebie samej patrząc wstecz. 

środa, 19 sierpnia 2015

Seks jest ważny!

Koniec i kropka. Na tym mogłabym zakończyć. Seks jest wielowymiarowym zdarzeniem, bez którego człowiek nie może zdrowo istnieć. 

Seks jest popędem. Zwierzęcym odczuciem pożądania, którego jako jeden z gatunków ssaków nie unikniemy. Dojrzewając poznajemy to odczucie, które niezaspokojone może prowadzić nas w najlepszym wypadku do frustracji, w najgorszym do najdziwniejszych dewiacji. Całkowita wstrzemięźliwość nie jest zgodna z naturą człowieka i odbija się na zdrowiu fizycznym i psychicznym osoby długotrwale powstrzymującej się od rozładowania tego boskiego napięcia. Nie bez powodu, prowadząc regularne życie seksualne, jesteśmy bardziej zrelaksowani i chętni do działania. Nie bez powodu też, brak zaspokojenia, wywołuje w nas złość, smutek i napięcie. Niezależnie od tego jakie mamy na jego temat poglądy, brak seksu wpływa na nasz nastrój, poczucie własnej wartości, emocje, którymi w dużej części rządzą hormony. 


niedziela, 9 sierpnia 2015

Jestem Twoją opowieścią

Jestem opowieścią o tym co widzisz. Historią mówiącą o czym i w jaki sposób myślisz. Myślą nasyconą Twoim sposobem postrzegania świata. Ocenisz mnie miarą swoich przekonań i zobaczysz we mnie wszystko co zaprząta Ci głowę. Możesz widzieć we mnie romantyczne historie, jeśli Twoja dusza wierzy w cuda. Możesz zobaczyć skandale jeśli Twoje myśli przesiąknięte są założeniem, że ludzie z zasady mają złą wolę. Możesz zobaczyć pozytywne szaleństwo i spojrzeć na nie z podziwem gdy nie boisz się świata lub nazwać mnie wariatką pogrążoną w chaosie jeśli Twój punkt widzenia sprowadzać się musi do prostego równania, w którym dominuje ład i porządek. Każda Twoja myśl na mój temat jest opowieścią o Tobie. Tylko co ja mam z nią wspólnego? 
Ja w Tobie zobaczę siebie. Własne odbicie, które powie mi więcej o mnie. Jeśli mnie wkurzasz, pewnie mi czegoś brakuje. Jeśli Ci zazdroszczę, pewnie się czegoś boję. Jeśli zaświecą mi się oczy z myślą o Twojej opowieści, pewnie jesteśmy podobni.


Nigdy nie byłam za pan brat z plotkami. Zwykle dowiadywałam się o nich ostatnia i tak też zostało. W naturalny sposób, bardziej interesują mnie własne historie niż cudze. Jednak od pewnego czasu, świadomie, uczę się patrzeć na wszystko bez dokonywania oceny. Na innych i przede wszystkim na samą siebie. Bo co może z pozoru dziwić- o ile mój luz na temat cudzych historii jest przeogromny i mało co mnie dziwi a już na pewno mało co oburza, to głęboko, względem siebie bywam surowa, co pomogła mi odkryć specjalistka, grzebiąc we mnie pytaniami podczas jednego z naszych spotkań. Uczę się więc przyjmować wszystkich i siebie jako fakty. I żyje mi się łatwiej. Spokojniej, pewniej i bardziej szczerze zarazem bo wymagając od siebie mniejszej poprawności, pozwalam sobie na więcej szczerości. Nie mam z Twoją opowieścią nic wspólnego. Jestem tu gdzie chcę i jestem spokojna.




poniedziałek, 27 lipca 2015

W świecie Facebooka wszyscy jedzą sushi

No bo przecież nie mielone! Mielone są mało sexy, totalnie pase, nieeleganckie i oblane tłuszczem. A na Facebooku trzeba być fit. Jeśli już obiad w domu- to wyłącznie sałatka. Z krewetkami. W ostateczności, przejdą też kapary. Żadna mizeria i żadne kartofle! Bo jeszcze ktoś pomyśli, że nie mamy 60 złotych dziennie na sushi lunch, a nasz misternie budowany wizerunek młodego biznesmena pójdzie hen...czyli w pizdu!

środa, 15 lipca 2015

5 powodów, dla których wybieram Polskę PÓŁNOCNĄ

Trawa jest bardziej zielona tam gdzie nas nie ma. Pojeździłam, porównałam, pomieszkałam w różnych miejscach i już WIEM! Jestem dziewczyną z północy i to północ Polski miłować będę. Zjeżdżając nasz piękny kraj wzdłuż i wszerz stwierdziłam z pełnym przekonaniem, że są tylko dwie, najbliższe memu sercu lokalizacje. Pierwsza to Olsztyn, druga do Trójmiasto. Co takiego jest na północy czego południe może nam zazdrościć? 

Kraina Tysiąca Jezior. Zawsze gdy mówię, ze pochodzę z Olsztyna (a obecnie odpowiadam na to pytanie 3-4 razy w tygodniu), spotykam się z zachwytem "ooo byłem kiedyś na wakacjach na Mazurach (...) Daleko masz do jeziora?". Jak nakazuje lokalny patriotyzm, zawsze prostuję, że Olsztyn to Warmia. Jednak gdy pierwszy raz usłyszałam to pytanie, sama zdziwiłam się odpowiadając "To zależy do którego...właściwie mam 3 jeziora- każde w odległości do 3 km od domu". W tym momencie na twarz rozmówcy wstępuje zwykle rozmarzone 'woooow'. Na pytanie ile jezior jest na Warmii i Mazurach, nawet wujek Google nie chce udzielić szybkiej, jednoznacznej odpowiedzi. Ale wystarczy spojrzeć na mapę żeby zobaczyć, że ciężko przejechać z jednej miejscowości do drugiej, nie przemieszczając się między jeziorami. Zatem co mogę powiedzieć gdy Poznaniak mówi mi, że Malta jest piękna albo Krakus chce zabrać na plażę na Bagry? Zapraszam na Warmię i Mazury!

 

poniedziałek, 13 lipca 2015

Wyższe Wewnętrzne JA zna się na cudach!

Przeczucie, głos serca, intuicja...Niech każdy nazwie to tak jak uważa za najtrafniejsze. Mam na myśli ten głos, który bije się z rozsądkiem szepcząc z tyłu głowy, że 'coś jest nie tak' podczas gdy bardzo chcemy przytoczyć sobie sto logicznych argumentów świadczących o tym, że jest dobrze. To ten sam głos, który mówi 'wszystko jest dobrze. To jest to!' w chwilach, gdy na pozór to co nas otacza zdaje się być szalonym, nielogicznym bałaganem. Wewnętrzne JA często nie idzie w parze z logiką ale zawsze mówi głośniej.