Raz po raz, zastanawiam się czy to była dobra decyzja. Jak bumerang wracają wyliczanki powodów, wprowadzających niepewność czy aby na pewno bycie mamą to dobry pomysł na życie. Decydując się na zostanie mamą, muszę zrezygnować przecież ze swojej pełnej niezależności. Już nie tak łatwo będzie spakować walizki i przeprowadzić się gdziekolwiek czy z dnia na dzień zarzucić plecak i pójść w góry, zostawiając za plecami telefoniczne zasięgi. A co z pieniędzmi do mojej własnej dyspozycji, długimi chwilami ciszy i samotności, karierą naukową i...jakąkolwiek karierą?! Co ze ślubem z bajki, pantofelkami gubionymi na balu, królikiem szalejącym w klatce, kolejnym sezonem snowboardowym, treningami na siłowni i moim biustem, którego jędrność może zostać zdewastowana przez małego głodomora?! Daruję Wam rozważania nad tym co zrobię jak wybuchnie wojna albo Polska stanie się nacjonalistycznym symbolem nietolerancji wszelakiej.
Idealny moment wyglądałby przecież inaczej niż ten tu i teraz. Z logistycznego punktu widzenia, o wiele lepiej byłoby zostać mamą kiedy miałam etacik i wszystkie z nim związane rodzicielskie przywileje na wyciągnięcie ręki. Kto wie, być może od września mogłabym na stałe zatrudnić się na Uniwersytecie i przenieść do Trójmiasta? Może lepiej byłoby pozałatwiać pierw formalności, spłacić kredyty, ustabilizować wszelkie sprawy i dopiero wtedy myśleć o dzieciach?

