czwartek, 17 października 2013

Kobiety w biznesie? Czy kobiecym anty-sukcesie?

Przeczytałam dziś arcyciekawy wywiad z Sheryl Sandberg- wiceprezes Facebooka, piątą najbardziej wpływową kobietą na świecie-według zestawienia Forbsa, autorką książki "Włącz się do gry. Kobiety, praca i chęć przywództwa". Kilka inspirujących fragmentów, poddaję Wam pod rozwagę:

"TS:...Jest pani jedną z najbardziej wpływowych kobiet biznesu na świecie. Jak udało się Pani nie popełnić błędów, o których Pani wspomina?
SS: Popełniłam ich wiele, dzięki temu wiem o czym mówię. Na przykład po pierwszym roku na Harvardzie zdobyłam prestiżowe stypendium Forda za wysoką średnią. Razem ze mną to stypendium dostalo jeszcze sześciu kolegów. Każdy z nich nie tylko o tym trąbił na wszystkie strony, ale powoływał się na ten fakt również na zajęciach. I to działało! Ich opinie były bardziej cenione, profesorowie, nie wspominając o studentach, odnosili się do nich z wielkim szacunkiem. Tymczasem ja powiedziałam o moim stypendium tylko jednej osobie, i to prosząc, by zachowała dyskrecję! 

wtorek, 15 października 2013

Dobry-Dzień!

Czy dni idealne się zdarzają?

Rzadko tak bywa, że kiedy dzieje się coś super, dzielimy się tym ze wszystkimi dookoła. Taka to jesienna mentalność. Marudzić mogą wszyscy, z sukcesem lepiej się nie wychylać bo można dostać po uszach! Wyrzućcie dziś te "życzliwe" uprzedzenia gdzieś za szafę i...posłuchajcie o moim wczorajszym dniu, który był przepisem na zdecydowane NAJ.

sobota, 12 października 2013

Za dużo myślenia w myśleniu, czyli spsób na bezmyślność

Za dużo myślenia w myśleniu nazbierał się na tym blogu. Tak dużo, że aż samej ciężko mi udźwignąć ciężar tych wwiercających się w wątki filozoficznych rozkminek. Taka pora roku. Lato przemija a włączają się melancholie. Taka domena zmian, że zanim przywyknie się do nowej stabilności, przerabia się w głowie wszystkie nadchodzące scenariusze i problemy świata. Taki efekt dwutygodniowych chorób, kolorowych tabletek i uwięzienia w czterech ścianach, bez nadmiaru tlenu. W końcu, taka domena mojej natury, nad aktywnej głowy, którą trzeba pilnować żeby nie galopowała zbyt głęboko i daleko szukając piątego dna  tam gdzie go nie ma. A nie miało być o tym.Tym bardziej, że wystarczy się dobrze wyspać i odpuścić sobie drążenie żeby świat wydał się bardziej znośny.

sobota, 5 października 2013

Imitacja dorosłości? Czy już jej czas?

Kiedy jesteśmy dziećmi, bawimy się w dorosłych. W nauczycielkę, dom, strażaków, żołnierzy i innych, których obserwujemy głową zadartą do góry, zakotwiczając w podświadomości, że ten wyższy, na którego patrzymy- najczęściej rodzic- jest dorosły i ostatecznie to on zawsze ma rację.
Kiedy dorastamy poznajemy realia kolegów i koleżanek, żeby mając lat naście samemu zacząć kreślić wartości świata wchodząc w to co uważamy za słuszne na 100% albo...wcale. Wszystko wydaje się ogromną sprawą, uczucia jedyną prawdą, porażki wielką klęską. Ten czas wspominam jako najszczerszą eksplorację świata, prawdę absolutną z jednoczesnym zabezpieczeniem beztroską trampoliną, która odbija nas argumentem "przecież jestem nastolatkiem" w razie kiedy coś po prostu pójdzie źle. Później, przychodzi data, w której podobno zaczynamy być dorośli. Mamy dowód osobisty, możemy pójść legalnie do baru czy sklepu monopolowego. Palić papierosy, zrobić prawo jazdy. I na tym nasza dorosłość się kończy. Na wyobrażeniu, że jesteśmy dorośli. Dlaczego? Rozkładając ten temat na czynniki pierwsze, wniosków nasuwa się kilka.

sobota, 21 września 2013

Nie może obyć się bez strachu tam gdzie chodzi o rzeczy ważne

"Odwaga nie oznacza braku strachu, ale raczej postanowienie, że coś jest ważniejsze niż strach"
A.Redmoon

Nic ważnego nie odbywa się bez stresu. Tego uczucia, które mimo wiedzy, że prawdopodobieństwo, iż coś pójdzie źle jest małe, powoduje skurcze w żołądku. Jeśli dokonując zmian czy dużych kroków nie czujemy nawet odrobiny strachu, znaczyć to może dwie rzeczy: albo jesteśmy mistrzami w przechytrzaniu swojego organizmu albo...to co ma się właśnie wydarzyć nie jest aż takie ważne.
Panikarą nie jestem. Wręcz przeciwnie. W sytuacjach awaryjnych, pierwszym odruchem organizmu jest zimna krew i "załatwianie sytuacji", a dopiero później, gdy adrenalina opada, pojawiają się rumieńce i wszystkie po-stresowe objawy. To pole, na którym poznałam siebie i wiem czego mogę się spodziewać. W sytuacjach ekstremalnych, jak konieczność wygramolenia taty z wypadniętym barkiem ze szczytu góry czy w wypadku samochodu, który prowadziłam całkiem niedawno- pierwsze odruchy "wzmożonej koncentracji" przetestowały się aż nadto. Ten spokój "po fakcie" odziedziczyłam po tacie jako jedną z cech, z których cieszę się niezmiernie i pielęgnuję z uwielbieniem. Stres, choć wcale nie taki ogromny jak zdarza się nieraz obserwować, pojawia się u mnie w sytuacjach, które z założenia są ważne i na których mi zależy. Budzę się wtedy co godzinę w nocy i wypatruje poranka żeby to co ma się odbyć już było z głowy. I nic nie daje świadomość, że jest się przygotowanym, że potrafię improwizować, że kiedy trzeba odwrócę kota w pytaniu ogonem i opowiem naokoło, że z racjonalnego punktu widzenia nie ma się czego bać. Skoro więc jedynym objawem jest moja lekka nadwrażliwość i skurcz żołądka, może lepiej byłoby to nazwać tremą a nie stresem, który potocznie kojarzy się z napaścią negatywnych objawów.